Witajcie.
Powiem szczerze, zwątpiłam w ten blog. Życie prywatne posunęło mnie do tego, że rzuciłam zanim na dobre zaczęłam. Ale dzisiaj nie wytrzymałam i pękłam. Muszę gdzieś dalej to wywalić, bo "nie wytrzymie". Otóż na portalu społecznościowym przez znajomego z liceum (z którym nie miałam kontaktu przez lata) zostałam osądzona o popieranie morderstwa, bo zainteresowałam się grupą protestującą wprowadzeniu całkowitego zakazu aborcji.
Pragnę Wam przytoczyć kawałek tego, co miałam mu do powiedzenia w odpowiedzi i jeżeli ktokolwiek myśli tak jak on, może przejrzy na oczy. Tylko taki mam cel.
"Jak widzę dla Ciebie aborcja to tylko i wyłącznie zabijanie, pisząc tak albo nie zagłębiłeś się w temat, albo po prostu masz klapki na oczach.
Po pierwsze, czy zabiciem byłoby usunięcie płodu, który posiada tam poważne wady genetyczne, że i tak wiadomo, że nie przeżyje? Nie, nie mówię tutaj o chorobach typu Zespół Downa - z tym da się żyć, tylko o skrajnych przypadkach np. - http://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/878315,rodzice-dziecka-ktorym-prof-chazan-odmowil-aborcji-po-urodzeniu-lekarze-bali-nam-sie-je-pokazac.html Zapoznaj się proszę z wypowiedzią rodziców, jaką traumę przeżyli.
Czy dla Ciebie usunięcie takiego dziecka to morderstwo? Dziecko i tak nie żyje, a rodzicom do końca życia pozostanie uraz, którego się nie da wyleczyć.
Czy jeżeli Twoja żona zostanie zgwałcona uznasz to jako dar od Boga? Będziesz z radością wychowywał to dziecko? Będzie cieszyła się, że pod sercem nosi nowe życie? Uwierz mi, zrazi ją to do macierzyństwa na całe jej życie.
A co powie zgwałcona 13-nastolatka, którą państwo zmusza do urodzenia dziecka? Myślisz, że kiedykolwiek je pokocha? Że kiedykolwiek jeszcze będzie chciała zostać matką?
Pomyśl ile dzieci zostanie skatowanych i będzie przeżywało horror, tylko dlatego, że matka została zmuszona do urodzenia, a boi się opinii innych (czy to rodziny, sąsiadów, znajomych) i nie odda dziecka do adopcji. Warto zakazać aborcji?
A co gdy Twoja żona zajdzie w ciążę pozamaciczną? Dasz umrzeć i jej i dziecku, bo przecież nie zabijesz dziecka, co? Jakbyś nie wiedział, w takiej ciąży dziecko nie ma szans na przeżycie (ma za mało miejsca), matka w większości przypadków również (następuje rozerwanie tkanek i wykrwawienie). Ale po co wykorzystywać medycynę dla ratowania życia Twojej żony, przecież nie zabijesz dziecka, więc niech giną oboje. To samo powiesz, jeżeli w ciąże pozamaciczną zajdzie matka dwójki dzieci, bo chciała mieć trzecie? Niech umiera, osieroci dzieci, przecież nie warto jej ratować, bo trzeba by zabić zarodek (który i tak nie przeżyje).
Wytłumacz mi jakim prawem episkopat śmie wypowiadać się o legalności aborcji, która obecnie jest legalna tylko w skrajnych przypadkach (ciąża pozamaciczna, gwałt czy wady nieuleczalne)? Kto im dał do tego prawo? Czy dałbyś się zoperować chirurgowi, który swoją wiedzę czerpie jedynie z książki, nigdy nie miał praktyki? A słuchasz zdania o aborcji kogoś, kto nigdy nie będzie w ciąży, nigdy nie urodzi i nigdy nie wychowa dziecka. Jakim prawem... Przeczytaj również wypowiedź blogerki, którą bardzo sobie cenię, a również jest katoliczką http://laydymami.blogspot.com/2016/04/przestancie-ogupiac-narod-aborcja-w.html
Sama jestem matką razy dwa i wiem jak ciężka jest ciąża, zaczynając od nudności, przez rozstępy, komplikacje, stres i niesamowity ból porodowy (i naturalny i poprzez cesarskie cięcie), ile siły i cierpliwości kosztuje wychowanie dziecka. I ile pieniędzy. Co, pewnie wyjedziesz z 500+? Uwierz mi, że to kpina. Wiesz ile kosztuje miesięcznie przedszkole PAŃSTWOWE? Podkreślam, państwowe. 540zł. Tak, tak za jedno dziecko. Więc to 500+ nawet tego nie pokrywa. (żłobek tyle samo) Nie wspomnę już o fakcie, że miejsc w przedszkolach i żłobkach jest mniej niż dzieci, więc jak nie będziesz miał tego farta żeby załapać się na miejsce to czeka cię wydatek 900zł + wyżywienie załatwiasz sam. Więc masz rację, zabrońmy aborcji, każmy rodzić każde dziecko. Zapełnijmy wszystkie domy dziecka, twórzmy nowe, dziećmi dla których zwyczajnie miejsca nie ma. Które w wielu przypadkach będą odsyłane od placówki do placówki i nigdy nie zaznają matczynej miłości. Zapełniajmy rodziny zastępcze i hospicja. Ciekawe kto za to wszystko zapłaci, co? Państwo? A wiesz skąd Państwo ma pieniądze? Od Ciebie i ode mnie.".
Zapraszam do dyskusji, na którą jestem otwarta.
https://www.facebook.com/Myniaki/
10 kwietnia 2016
3 marca 2016
Monte z dodatkami
Witajcie :)
Początek
znajomości zaczniemy słodko.
Słyszeliście
o deserze Monte z dodatkami?
Zapoznać
się z nim możecie na stronie producenta - https://www.monte.com/pl/
A ja dodam tutaj coś od siebie. Dzięki platformie ambasadorów trnd miałam
okazję przetestować wszystkie 8 wariantów smakowych. (Jeżeli też chcecie brać
udział w różnego rodzaju testach – napiszcie do mnie podając swój mail –
zaproszę Was.) Dostałam aż 32 desery (16 dla mnie, 16 dla znajomych). Oto 3/4 naszego zestawu (brakuje 8 deserów dokupionych później)
Ogólnie
wydaje mi się, że Monte samo w sobie większość Was zna (jeżeli jakimś cudem Was
to ominęło :P – jest to mleczny krem z czekoladą i orzechami laskowymi). Ja
osobiście lubię raz na jakiś czas sobie pozwolić na takie przysmaki :) (czemu nie codziennie – o tym pod koniec postu).
Warianty
smakowe:
- Waffle Sticks – Kruche wafelki pokryte delikatną czekoladą. Szczerze powiem – mój ulubiony :) uwielbiam słodycze, więc chrupiące wafelki to strzał w 10.
- Choco Flakes – chrupiące płatki kukurydziane pokryte czekoladą. Moje drugie miejsce, mojego lubego ulubiony wariant. W sam raz na słodki deser.
- Cacao Cookies – malutkie czekoladowe biszkopty. Mocno kakaowe, super dla fanów ciastek (ja nie przepadam za ciastkami :P), dla mnie ciut za słodkie.
- Choco Balls – czekoladowe kuleczki. Podobna wersja do Waffle Sticks. Chrupkie i smaczne.
- Capuccino Balls – kuleczki o smaku Cappucino. Świetna wersja dla kawoszy :)
- Crunchy – chrupiące płatki. Wersja dla fanów mniej słodkich przysmaków.
- Cherry – sos wiśniowy. Ulubiona wersja moich znajomych. Duże kawałki owoców, intensywnie wiśniowy sos nadaje delikatnej kwaskowatości deserowi.
- Cookies – maślane ciasteczka. Coś jak Cacao Cookies, ale mniej słodsza wersja.
Muszę
przyznać, że wszystkie warianty są smaczne. Dodatkową zaletą, która zauważyłam
jest solidne opakowanie – można zabrać ze sobą np. na drugie śniadanie – nie rozwali
się łatwo w torebce czy plecaku.
Więc
czemu nie jadam tego deseru codziennie? Bo niestety jeden taki deser to aż 4
łyżeczki cukru. (19,6g na 100g). Ale taki grzeszek czasami możemy sobie
wybaczyć, prawda? :)
A na koniec opinia mojego małego testera:
19 lutego 2016
Witajcie Kochani.
Dokładnie tak jak w opisie - będziecie świadkami moich pierwszych blogowych kroków. Sam pomysł rodził mi się w głowie już od dawna, jednak z powodu wielu obaw (czy będzie ciekawie, czy będzie ktoś czytał, czy umiem napisać coś sensownego, czy ..., ...) odwlekałam to. I stało się. Czego możecie się spodziewać? Głównie refleksji. Moich, jako matki dwulatka i czteromiesięcznego niemowlaka, moich jako kobiety, moich jako partnerki i moich jako typowego obserwatora. Poza tym trochę o wzlotach i upadkach macierzyństwa, trochę dobrych, sprawdzonych przepisów i trochę testów.
Pisać zacznę dopiero gdzieś za tydzień, jak już ogarnę tą stronę, jak również jakieś logo oraz fp.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać :)
Dokładnie tak jak w opisie - będziecie świadkami moich pierwszych blogowych kroków. Sam pomysł rodził mi się w głowie już od dawna, jednak z powodu wielu obaw (czy będzie ciekawie, czy będzie ktoś czytał, czy umiem napisać coś sensownego, czy ..., ...) odwlekałam to. I stało się. Czego możecie się spodziewać? Głównie refleksji. Moich, jako matki dwulatka i czteromiesięcznego niemowlaka, moich jako kobiety, moich jako partnerki i moich jako typowego obserwatora. Poza tym trochę o wzlotach i upadkach macierzyństwa, trochę dobrych, sprawdzonych przepisów i trochę testów.
Pisać zacznę dopiero gdzieś za tydzień, jak już ogarnę tą stronę, jak również jakieś logo oraz fp.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)